Siostry Kiara i Mel przybiegły po mnie ogłaszając wspaniałą nowinę... Ich mama, Elo oczekiwała nowego źrebaka! Rozłożyłem skrzydła i szybko pognałem do groty, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się więcej, by móc ocenić termin oźrebienia się klaczy.
- Witam wszystkich! - przywitałem się wchodząc w głąb grotu, podając Elo kubeł z chłodną wodą ze strumyka.
- Dziękuję! - powiedziała Klacz, po czym wypiła wszystko jednym haustem.
- Więc... który to miesiąc ? -zapytałem.
- Koniec ósmego....-odpowiedziała.
- Cóż.... przy trzeciej ciąży będziesz je nosić nie więcej, niż 10 miesięcy...Mamy mało czasu na przygotowania, lecz...-rozejrzałem się po pokoiku dla małego źrebięcia.- Kącik dla młodego jest już gotowy.
Wszyscy wyszczerzyli zęby w uśmiechu.
- No dobrze...jeżeli chcemy, żeby ciąża Elo przebiegła do końca prawidłowo trzeba przygotować kilka rzeczy...- powiedziałem myśląc intensywnie. - Dziewczynki! - zwróciłem się do córek Taury.
- Tak ? - obie podbiegły i odpowiedziały chórem.
- Chciałbym, żebyście nazbierały w lesie nieskończoności trochę rumianku, pokrzyw, aloesu...- mój mózg pracował na największych obrotach... - i może jeszcze trochę Briar i koniczyn....
Widząc zaniepokojone miny obojga rodziców Melodii i Kiary dodałem:
- Bez obaw Galaxy i Kiyumi będą im towarzyszyć...
Uśmiechnąłem się na machające do mnie Galaxy i Kiyumi obiecujące pilnować źrebaków i pomagać im podczas ważnej wyprawy do lasu. Spojrzałem na Elo i Taure tulących się do siebie i tak szczęśliwych, że wątpię, żeby ktoś był w tej chwili bardziej rozradowany.
Powoli mijały tygodnie. Każdego dnia Kiara i Melodia chodziły ze swoimi opiekunkami do Lasu Nieskończoności, po niezbędne składniki. Ja zaś przygotowywałem z nich napary i różne inne zdrowotne soki, które dawały Elo energię i dodawały jej endorfin szczęścia. Kierowałem codziennym treningiem ciężarnej klaczy, by nie wypadła z formy i była odpowiednio przygotowana na oźrebienie.
Na tydzień przed dokładnym terminem jednak Elo poczuła silne skurcze, co mogło świadczyć tylko o jednym. Zaczęło się... Klacz zaczęła rodzić! Pognałem szybko po Taure bawiącego się właśnie z dziewczynkami przed grotą i nakazałem zostanie przy klaczy, dopóki nie wrócę. Sam zaś pognałem na polanę po Kiyumi i powiedziałem co się święci. Ona popędziła do groty, żeby zając się rodzącą, gdyż miała wprawę w uspokajaniu emocji zwierzaków. Myślę, że był to jej głęboko ukryty dar. Teraz jeszcze tylko musiałem w porę znaleźć melisę, ponieważ skończyły się jej zapasy. Przelatując obok Drzewa Życia zauważyłem roślinę. Szybko zerwałem ją i wróciłem do groty w zawrotnym tempie.
- Elo, jak się czujesz ? - zapytałem podawając jej zaparzone zioła.
- Dobrze...- powiedziała z wysiłkiem. - Tyl...tylko trochę boli...
Kiyumi obmyła klaczy kopyta uwalniając ją choć trochę od bólu. W grocie byłem tylko ja, wilczyca i Taura. Na szczęście, że było nas tak mało. Gdybyśmy byli tu wszyscy od razu zrobiłoby się zamieszanie, a tego nikt by je chciał...
- Elo dasz radę, ja ci to mówię! - powiedziałem.
Zbliżała się ta chwila...
- Taura stań tu, wskazałem ogierowi miejsce po prawej stronie klaczy. - instruowałem- Kiyumi, ty stań tu i podawaj ciągle Elo ten napar... Weź ją za rękę, to pomoże...
Wszystko potoczyło się bardzo szybko... Elo dostała kolejnych skurczy, a wilczyca podawająca jej napój kazała działać jej instynktowi. Taura był nieco przerażony, lecz gdy Elo głośno jęknęła, a ja pomogłem jej młodemu wyjść z jej ciała, ogier podbiegł do konika i szybko się nim zajął.
Zmęczona Elo zasnęła po ciężkim wysiłku zerkając uprzednio na swoje silne i zdrowe źrebie.
< Elo ? :) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz