Porwanie, ludzie... - dział (nie) zakończony!
W czasie, gdy lecieliśmy słońce kładło się do snu. Śpieszyliśmy się bardzo, lecz i tak byśmy nie zdążyli.- Nie damy rady... - Lucas przerwał ciszę głosem ujawniającym jego wątpliwość. - Ja wiem, że powinniśmy ratować Elo oraz że to ja cię sprowadziłem, ale... Nie dolecimy w pięć sekund.
- Za raz coś wymyślimy... - rzekłem w zamyśleniu.
Nagle usłyszeliśmy krzyki. Okazało się, iż to Galaxy. Wypuściłem powietrze...
- Gdzie lecisz Lucasie? - zapytała klacz udając, że nie istnieję.
- Nie ważne moja droga... - nie dokończył.
- Proszę cię Galaxy, szanuj moją osobę. - przerwałem Lucasowi.
- No więc szanuję tak jak i ty moją całując mnie. - oznajmił złośliwie Pegaz.
- Wiesz co... To był przymus. - powiedziałem.
- Nie znałem cię Galaxy od tej strony, tak jak i ciebie, Rubinie... - rzekł Alfa watahy patrząc się na nas karcącym wzrokiem. - Chciałabyś coś dodać?
- Tak! Że go nienawidzę i mam go dość i, żeby dał mi spokój! - wykrzyknęła klacz odfruwając w inną stronę.
- Wyśmienicie... - wyszeptałem.
- Heh... Ale masz powodzenie. - oznajmił Lucas uśmiechając się znacząco.
Przeszyłem go spojrzeniem, w którym było wszystko co na ten temat chciałbym powiedzieć.
Nagle wpadłem na pewien pomysł.
- Już wiem! - krzyknąłem. - Możemy się przecież teleportować!
- Ale jak? - zapytał się smok.
- No wiesz... Zna się to i owo... - rzekłem tajemniczo. - Po prostu mnie dotknij.
Lucas mnie dotknął i... znaleźliśmy się przy miejscu przebywania porwanej. Rozeznać się w otoczeniu było trudno, lecz zauważyliśmy ślady na skale.
- Chodźmy... - rozkazałem. - Albo nie! Ty znajdź jakieś miejsce, gdzie będziesz mógł się ukryć, a ja pójdę sam.
- Nie możesz tego zrobić. To za duże ryzyko. - kazania prawione przez Lucasa były baaaardzo nudne, więc bez namysłu ruszyłem.
Zauważyłem Elo przywiązaną do ogrodzenia, oraz rozmawiających ludzi. Podsłuchałem ich i jeden z nich rozkazał drugiemu pójść po karego ogiera, który stoi na łące. Wiedziałem już, o co chodzi. Koń wyglądał tak jak ja, więc popędziłem w tamtą stronę. Niestety, nie mogłem go ukryć, więc stanąłem bliżej wejścia. Człowiek bez namysłu mnie złapał. Czułem się bardzo dziwnie przy ludziach. Przyprowadził mnie do miejsca przebywania ich ,,zdobyczy".
- Dobra... - powiedział jeden z nich. - Trzeba dać im trochę czasu. Chodźmy do domu.
Elo była przestraszona. Wydało mi się trochę dziwne, że mnie nie poznaje.
- Elo, to ja...- powiedziałem. - Rubin.
- Na całe szczęście! Muszę ci coś powiedzieć... - oznajmiła.
Zauważyłem Lucasa, który przyglądał się całej sprawie.
- Poczekaj... - wyszeptałem.
Pobiegłem w stronę domu, aby zamknąć drzwi. Następnie uwolnić konie z padoku, które szybko uciekły w swoje strony. Odwiązałem Elo, zniszczyłem płot i zaprowadziłem klacz do Lucasa.
- Udało się? - zapytał smok.
- Tak. - odpowiedziałem.
- Tylko, że ludzie jeszcze pojadą po Taurę... - rzekła klacz.
- To wracajmy szybko! - rozkazał Lucas.
Alfa użył skrzydeł, ja wiatru, a Elo użyczyłem swojej mocy. Podczas, gdy wracaliśmy nie było teleportów... Trzeba było lecieć i lecieć i lecieć... A ja zastanawiałem się jaką to aferę urządzi mi Galaxy...
< Kto chce pisać dalszy ciąg? A może nowy wątek ? :D Napiszcie do matyldziacheval co dalej.. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz