Lucas rozkazał mi szukać i zaprowadzić członków watahy. Wydawało mi się
dziwne, że tak się śpieszą. Szybko pobiegłam po L' arc- en - ciele' ego.
Znalazłam się przy wodospadzie. Nie było jeszcze Lucasa, Taury, Silvera i
Elo. Zakradłam się po konika morskiego.
- L' arc- en - ciele! - zawołałam go cicho, żeby smok mnie nie usłyszał.
- To ty Galaxy? - usłyszałam cichutki głosik.
- Tak to ja. - odpowiedziałam również szeptem. - Muszę ciebie zabrać do
groty, gdzie jest Kiyumi. Nie wiem co się dzieje, więc nie pytaj.
- Dobrze. Tam jest pojemnik. Nalej do niego wodę, a ja tam wpłynę. - powiedział.
Zrobiłam tak jak powiedział L' arc- en - ciele. Cicho wyszliśmy z groty i pocwałowałam po innych przez Łąkę Makową.
- Czemu nie polecisz skoro masz skrzydła? - zapytał zdziwiony L' arc- en - ciele patrząc się na moje skrzydła.
- Bo za wolno galopuję... - wymyśliłam kłamstwo na poczekanie, jednak L' arc- en - ciele chyba się zorientował, że kłamię.
- Na pewno? - zapytał mnie.
- Tak... Na dwieście procent... - powiedziałam.
- To przyspiesz i poleć. - rozkazał L' arc- en - ciele.
- Jak chcesz... - oznajmiłam i przyspieszyłam.
Na całe szczęście byliśmy już na łące i były tam dzieci Elo, więc udało mi się nadal ukrywać moje kłamstwo.
- Kiara! Melodia! Tango! - zawołałam źrebaki.
Koniki przerwały zabawę i przybiegły do mnie.
- Chodźcie, idziemy na poszukiwania innych. - powiedziałam.
Źrebaki ucieszyły się, że znowu będę mogły się pobawić i to
przyśpieszyło zgromadzenie watahy w jedno miejsce. Sara była swoim
partnerem na skraju Łąki Makowej. Uran powiedział, że wie o co chodzi i
musi pomóc Lucasowi. dodał także, żebym nie szukała Daisy. Chciałam go
zapytać o co chodzi, lecz powiedział to co Lucas, że nie ma czasu, żeby
mi wszystko wytłumaczyć. Ruszyliśmy dalej. Zostali jeszcze tylko Mel,
Samson oraz Fasolka. Weszliśmy do Lasu Nieskończoności i usłyszeliśmy
szelest liści. Znieruchomiałam. Wiedziałam, że człowiek może nadal być
na terenie watahy. Nikt nie wyszedł z krzaków. Horrorowa atmosfera
znikła. Poszliśmy dalej.
- Mel! - krzyknęłam, gdy ujrzałam spacerującą rodzinę. - Poczekajcie!
Stanęli. Podbiegliśmy do nich.
- Musimy iść do groty. Lucas rozkazał mi zebrać wszystkich członków
watahy. Nie wiem czemu, więc nie pytajcie. Wiem tylko o tym, że jakiś
nieznajomy smok jest nad wodospadem. - oznajmiłam.
- Skoro Lucas rozkazał tobie tak zrobić... - powiedział Samson. - To ruszajmy!
Pobiegliśmy wszyscy razem do groty, gdzie leżała Kiyumi, zapewne spała.
Wszyscy usiedli i rozmawiali. Byłam bardzo zaniepokojona zajściem nad
wodospadem. I czemu miałam nie szukać Daisy? Moje przemyślenia zostały
przerwane przez Kiyumi, która obudziła się z głośnym krzykiem.
- Kiyumi! Spokojnie! Nic się nie dzieje! - uspokajałam ją. - Powiesz nam co się stało?
- Jakiś smok porwał Daisy! - krzyknęła Kiyumi, po czym wybiegła z groty w stronę Wodospadu Tęcz, a ja za nią.
- Poczekaj! Co się stało?! - wypytywałam.
- Smok nie zostanie pokonany! - odpowiedziała mi przestraszona Kiyumi.
O nic już nie pytałam. Chciałam tylko ją złapać, żeby się uspokoiła.
Byłam bardzo zdziwiona szybkością biegu Kiyumi. Myślałam, że jestem od
niej szybsza... Jednak miałam jeszcze skrzydła... Gdy byłyśmy już blisko
wodospadu, postanowiłam ich użyć. Podleciałam do góry i klątwa
opanowała mnie... Złapałam Kiyumi zębami i powaliłam na ziemię. Ona
wstała pokazała mi zęby, a moja klątwa minęła. Wilczyca zauważyła, że
ktoś rzucił na mnie klątwę.
- Co się z tobą stało Galaxy? - zapytała Kiyumi.
Ja postanowiłam uciec z watahy. Pobiegłam do Lasu Nieskończoności. Znowu usłyszałam szelest liści, lecz biegłam dalej.
- Poczekaj! - krzyknął jakiś nieznajomy głos.
Obejrzałam się w biegu i ujrzałam ogiera. Zatrzymałam się.
- Kim jesteś? I czego chcesz? - zapytałam się przestraszona.
- Ja jestem Rubin. - odpowiedział - A ty?
- Ja... Ja jestem Galaxy. - powiedziałam. - Czegoś tu szukasz?
- Tak szukam. Ale nie czegoś tylko kogoś. Widziałaś tu gdzieś smoka? - zadał pytanie.
- A po co Ci ta wiadomość?... - zapytałam nieśmiało.
- Szczerze... Ten smok przyleciał w miejsce, gdzie żyło moje stado... I
porwał mnie, ale po drodze zauważył królika. Zleciał w dół, mnie
postawił, a zabrał królika... - odrzekł zawstydzony.
- Bardzo mi przykro... - rzekłam - A zrobisz ze smokiem?
- Jak to co? Zabiję! - odpowiedział.
- No wiesz... To nie będzie takie łatwe... - oznajmiłam. - Chodź zaprowadzę cie do smoka.
- Prowadź! - powiedział.
< Rubin ? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz